OBSERWATOR 2137
Opowiadanie o człowieku który rozpoczął nową epokę. Epokę, w której ludzie potrafiący czytać
i pisać umierali nie tylko z powodu chorób lub starości.
1.
Obserwacja samochodu Nauczyciela nie stanowiła większego problemu. Biegnąc spokojnym krokiem dobrze wytrenowanego człowieka poruszał się po wertepach ze średnią prędkością około 5 kilometrów na godzinę. Nawet jeżeli Toyota Nauczyciela wyprzedzała go o spory kawałek drogi, w końcu i tak wracał na jej trop. Pozostawiali ślady i nie ukrywali się. Poza tym przez ostatnie 3 tygodnie był to jedyny samochód który spotkał. Był, gdyż dzisiaj, w okolicach leżącego przed nim miasteczka, znalazł świeże ślady innego pojazdu. Zanotował ten fakt i więcej o tym nie myślał. Miasteczko jak każde inne, szare, częściowo zburzone lub rozebrane. W środku jednego z budynków był Nauczyciel, a Antoni spokojnie obserwował całą sytuację z zarośniętego świeżymi chwastami wzgórza.
W tym świecie każdy kogoś obserwował. Wszyscy byli podejrzliwi i ta wzajemna podejrzliwość tak naprawdę nikomu nie pomagała - wymuszała tylko konieczność utopienia ogromnych środków w budowę umocnionych schronisk w pobliżu skrzyżowań lepszych dróg, w pobliżu ocalałych mostów lub masztów radiowych. Nieufność zmuszała ludzi do poświęcania cennego czasu na naukę - żałosne - umiejętności przydatnych w czasie wojny, i nie pozwalała na szerszą współpracę pomiędzy skupiskami ludzi. Szkoda, że szczególnie dużą nieufnością i niewiarą obdarzano dobre wiadomości. Dobre wiadomości zawsze były traktowane jako szczególnie podejrzane. Złe wieści przenikały do umysłów bardzo łatwo. Przestrogi, legendy, opowieści o mordercach, bandach czy agresywnych dzikich zwierzętach. Takie nowiny zadziwiająco łatwo zapadały w umysły. W Miasto i w zadania Jego wysłanników nigdy do końca nie wierzono. Nawet przestrzeganie Tradycji kończyło się gdy tylko ludzie z Miasta znikali z oczu. Miał dużo czasu, aby o tym wszystkim myśleć. Charakter misji i jej przebieg zmuszały do takich przemyśleń.
Misja Antoniego była szczególnym wyrazem niewiary i nieufności. Otrzymał zadanie sprawdzenia jaką trasą porusza się Nauczyciel i jeżeli się uda - ustalenie położenia Miasta. Czuł się trochę jak zdrajca - miał śledzić człowieka o ogromnej wiedzy i możliwościach, człowieka który pochodził z Miasta i miał władzę skierować Jego potęgę w dowolne miejsce kraju. Potęgę nauki, medycyny lub wojska, w zależności od sytuacji. Miał śledzić otoczonego szacunkiem wysłannika Tradycji. Miał śledzić tego Człowieka jak jakiegoś złodzieja czy szpiega, i w ten sposób dawać wyraz najgłębszej niewiary, i być może - głupoty - ludzi zamieszkujących kraj.
Rada miasta, z którego pochodził Antoni, uznała, że pomimo informacji przenoszonych przez Tradycję misja Nauczyciela nie jest do końca dla nich jasna i zrozumiała. Oczywiście, głośno nikt nie podważył celu w jakim On podróżował, ale nieufność coraz mocniej dawała o sobie znać. Nieustannie oczekiwano od nich - często cierpiących na głód zwykłych wieśniaków - wsparcia dla Miasta w postaci młodych i zdolnych ludzi
A to Miasto znali tylko z Opowieści i szkiców. Nie wszyscy z tych wieśniaków byli na tyle naiwni i ciemni, aby we wszystko wierzyć - wielu podejrzewało, że Miasto jest czymś całkowicie innym niż mówią Nauczyciele, Medycy lub Tradycja. Gdyby Ich słowa były prawdą, to coś tak potężnego nie potrzebowałoby pomocy od zwykłych i prostych ludzi.
Chęć poznania prawdy, a raczej rozwiania niepewności, przeważyła rozterki i misja Antoniego rozpoczęła się.
2.
Wyruszył za Nauczycielem dokładnie 22 dni temu. Szedł lub biegł, nocował pod gołym niebem lub w opuszczonych budynkach, w wolnych chwilach robił szczegółowe notatki i mapy okolic które przemierzał. Jego bezpieczeństwo było najważniejsze - miał pozwolenie na powrót w każdej chwili. Same notatki i jego spostrzeżenia były dostatecznie cenne i z pewnością nikt nie zarzuciłby mu tchórzostwa. Przecież nie dowiedzą się, że jedynym jego problemem było zdobywanie pożywienia. Nie wahał się kraść, ale równocześnie uważał aby nie doprowadzić mieszkańców samotnych gospodarstw do śmierci głodowej. Mogło się przecież okazać, że za jakiś czas będzie tędy wracał. Doprowadzenie ich do śmierci mogło się skończyć jego śmiercią w przyszłości. Na szczęście tylko głód był jego przeciwnikiem - ani razu nie spotkał żadnych bandytów, zwyrodnialców czy dzikich zwierząt większych niż króliki. Nauczyciel jeździł według ściśle określonego schematu i łatwo było go znaleźć, a ludzie których spotykał najczęściej z różnych powodów nie byli zainteresowani rozmową lub on sam wolał ominąć ich z daleka. Obawiał się chorób. Widząc jakiegoś obdartego, utykającego człowieka z zasłoniętą twarzą od razu schodził mu z drogi, i tylko z bezpiecznej odległości pozdrawiał go ręką.
Perspektywa powrotu do domu była bardzo kusząca - gruby plik notatek i szkiców z podróży będzie bardzo cenny dla rady z jego wioski. Dzięki tym zapiskom poznają lepiej świat i być może obalą kilka całkowicie nieuzasadnionych przesądów. Antoni już teraz wiedział, jak wielkie poruszenie wywoła jego powrót.
Ponownie spojrzał na leżące w płytkiej dolinie miasteczko. Z tej odległości widział tylko małe punkciki symbolizujące ludzi na placu. Przy samochodzie nastąpiło małe poruszenie - pewnie zaczęli zbierać się do wyjazdu. Zsunął się głębiej do małego zagłębienia i zaczął sznurować buty. Wkrótce Nauczyciel wyjedzie, najprawdopodobniej w kierunku północnym. Nie musiał wyjmować lornetki, aby poznać przebieg wydarzeń na placu. Jeżeli skończył swoją pracę z dziećmi, to teraz zabiera daninę i żegna się z najważniejszym człowiekiem z miasteczka. Jeden z ochroniarzy siedzi na samochodzie, drugi pilnuje Nauczyciela, trzeci może nawet być na jakiejś wieży lub dachu domu i uważnie rozgląda się po całej okolicy. Po całej okolicy - dzięki narkotykom lub potężnej lornetce lustrował wszystko dookoła. Właśnie dlatego Antoni tak rzadko używał lornetki - przypadkowy odbłysk światła mógł niepotrzebnie wzbudzić podejrzenia. Sprawdził po raz kolejny buty, ubranie, plecak i czapkę. Żadnych kleszczy czy innych robaków, nie chciał ryzykować zachorowania przez zwykłe głupie zaniedbanie. Podniósł plecak i ponownie zastanowił się nad jego ciężarem. Oprócz wielu niezbędnych w czasie wędrówki rzeczy miał w nim schowany pistolet. Doskonały, przedwojenny pistolet, i dwie paczki naboi. Leżał na samym dnie i przynajmniej nie przeszkadzał mu w wędrówce. Nigdy nie był potrzebny, i tylko obowiązek zwrotu broni po powrocie spowodowały, że jeszcze go nie sprzedał lub wyrzucił. Postanowił, że naboje gdzieś zakopie (lub sprzeda) przed samym powrotem do rodzinnej wioski - w końcu co to za bohater który nigdy nie strzelał...
Uśmiechnął się i rozpoczął powolny, spokojny marsz w kierunku drogi którą najprawdopodobniej pojedzie Nauczyciel. Drobne kilka kilometrów aby okrążyć miasteczko. Nie przegapi śladów kół, do zmroku pozostało jeszcze wiele czasu, ma co jeść i pić. Pogoda jest ładna. Będzie dobrze.
3.
Samochód zatrzymał się kilka kilometrów od wioski, na prostym odcinku drogi. Wysiedli. Jeden z ochroniarzy nie okazał po sobie zdziwienia, gdy dostał polecenie założenia małej miny na środku drogi. Westchnął tylko ciężko, gdy dla zmylenia musiał pozostawić zapalniczkę kilka metrów za miną. Zachęta, odwrócenie uwagi, skierowanie myśli na inne tory
Założył minę jak najlepiej potrafił, i nie powiedział słowa o prawdopodobnej bezużyteczności ładunku, który z pewnością już dawno stracił swoje właściwości. Tak długo już podróżowali, nawet data ostatniego badania technicznego umieszczona na małej blaszce z boku miny była wytarta.
Nauczyciel patrząc na zakładanie miny nie podzielił się swoimi podejrzeniami w stosunku do mieszkańców miasteczka. Nie podzielił się swoim zmęczeniem, znudzeniem i poczuciem utraty sensu dla swojej pracy. Nie zapytał, czy widzieli coś podejrzanego, czy poczuli coś dziwnego. Gdyby zapytał, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Nie szkoda mu było ładunku wybuchowego. Też podejrzewał, że jest już nieaktywny. Może dlatego więcej nie myślał o tym zdarzaniu. Mina - zgodnie ze swoim przeznaczeniem - za około 24 godziny przegnije i już nikomu nie zrobi krzywdy. Tą drogą przez dwa dni nikt nie powinien podróżować - tak mówiła Tradycja. Dwa dni, w czasie których nikt nie mógł opuścić miejsca w którym przebywał Nauczyciel, ani nawet wykorzystywać tą samą drogę.
Odjechali. Jeżeli jakiś człowiek będzie ich śledził, to na własne życzenie wdepnie w kłopoty. Zginie - i jak zawsze do tej pory - szlak oraz cele podróży Nauczyciela pozostaną tajemnicą.
Wszyscy w tym świecie byli podejrzliwi, i wszyscy mniej lub bardzie łamali prawa Tradycji. Prawa przeznaczone dla mieszkańców Miasta, i prawa narzucone reszcie ludzi. Nauczyciel odrzucając podstawowe zasady bezpieczeństwa nie uznał za stosowne zatrzymać się na dłuższy postój w okolicach tego miasteczka. Nie chciał sprawdzać, czy rzeczywiście ktoś będzie ich śledził, czy tylko zmęczenie podsuwa mu ponure podejrzenia.
4.
Antoni w jednej chwili zapomniał o zapalniczce. Zapomniał o wszystkim z wyjątkiem banalnej wiedzy medycznej z dziedziny pierwszej pomocy. Nie słyszał swojego wrzasku, nie czuł bólu, i nawet szok nie przeszkadzał mu zrozumieć, że utrata jednej nogi jest po prostu śmiertelna. Odwrócił głowę, nie chciał patrzeć na kawałki mięsa i kałużę krwi. Miał jeszcze kilka minut, może nawet mógłby napisać parę słów. Czując narastający spokój i rozleniwienie rozejrzał się dookoła. Samochodu oczywiście nie było nigdzie widać, ptaki jeszcze nie krążyły nad jego głową, tylko jakiś człowiek którego też nie powinno tutaj być z daleka mu się przyglądał. Pewnie usłyszał wybuch, zobaczył błysk lub obłoczek jasnego dymy, i teraz zastanawiał się czy to była pojedyncza mina... Albo czekał, aż umrze. Zresztą i tak nie mógłby pomóc, za mało czasu i on też był śmiertelnie chory, na trąd albo coś jeszcze gorszego.
5.
Trędowaty po zjedzeniu części zapasów z plecaka Antoniego zajął się przeglądaniem obrazków z instrukcji obsługi pistoletu. Czytać nie potrafił.
Prawdziwy problem tkwił w pogodzie. Był jasny, ciepły, niemal letni dzień. Dlatego, gdy nadeszła noc, trędowaty nie musiał rozpalać ogniska i notatki przetrwały.
© Setuar - 11.12.2004r.